Wulkany w Nikaragui

Wulkany w Nikaragui

Piękne i majestatyczne, część z nich uśpiona, kilka wciąż aktywnych, niektóre z nich delikatnie dymią, czasem przy odrobinie szczęścia można i zobaczyć lawę. Te aktywne raz na kilka lat dają o sobie znać.Tak jak na przykład dość pobudzony w ostatnim czasie wulkan Telica, którego ostatnia erupcja nastąpiła na początku maja tego roku.

W Gwatemali odpuściliśmy sobie dwu dniowy trekking na wulkan, wiedzieliśmy, że Nikaragua ze swoimi 19 wulkanami będzie miała sporo do zaoferowania w tym temacie.
Jak zwykle stanęliśmy przed tym samym dylematem, na który wulkan powinniśmy się wdrapać? Który ma do zaoferowania najpiękniejsze widoki, który zafunduje nam najwięcej satysfakcji? Na wszystkie wejść nie damy rady i nawet nie chcemy, a wybierając ten jeden jedyny i pocąc się przy jego zdobywaniu chciałoby się stwierdzić na szczycie – tak, warto było!
Jest kilka miejsc w Nikaragui z które są świetną bazą wypadową na wulkany :
-Leon, koloniale miasto, niegdyś stolica Nikaragui to stąd można udać się na jeden z trzech słynnych wulkanów: Momotobo- 1297 m n.p.m., jego symetryczna sylwetka stała się symbolem Nikaragui, to właśnie jego podobiznę można zobaczyć chociażby na etykiecie lokalnego piwa Tona. San Cristobal 1745m.n.p.m., najwyższy wulkan w Nikaragui. Telica 1061 m.n.p.m jeden z najbardziej aktywnych wulkanów w kraju.
-Isla Omepete- nie wielka wyspa pochodzenia wulkanicznego, gdzie znajdują się dwa wulkany: Concepcion, który wznosi się na wysokość ok. 1700 m n.p.m. oraz nieco mniejszy ale również aktywny Maderas, 1394 m n.p.m.
-Z Granady, kolejnego przyjemne kolonialnego miasto, które niegdyś również było stolicą Nikaragui, można wybrać się na wulkan Mombacho o wysokości 1345 m.n.p.m.
-Masaya to miasto położone między jeziorami Managua i Nikaragua, u stóp miasta znajduje się często zdobywany przez podróżników wulkan Masaya, 635 m.n.p.m., nie najwyższy ale zdecydowanie piękny.

Widzicie sami, że wybór nie mały, bez obawa każdy może znaleźć coś dla siebie bo i my znaleźliśmy.
Zakotwiczyliśmy na kilka dni w Leonie i stwierdziliśmy,że nie ma co tego przekładać na później, po małym rozeznaniu wśród miejscowych, zdecydowaliśmy się na dwu dniowy trekking na wulkan Telica.
Cena za wycieczkę z przewodnikiem, po prostu powaliła nas na kolana, w zależności od ilości uczestników to 50-90$. Niby cena zawiera transport, jakieś przekąski, opłatę za wstęp na teren wulkanu,camping i sprzęt campingowy, jednak wciąż dla nas było to dużo za dużo.
Po zasięgnięciu niezbędnych informacji w jednej z agencji turystycznej, stwierdziliśmy, że zdobędziemy wulkan sami.
Podpytaliśmy tu i tam, skąd trzeba wyruszyć, ile musimy poświęcić czasu na taki trekking, a że sprzęt campingowy taszczymy ze sobą, nasz plan wydał się idealny. Do pełni szczęścia i powodzenia brakowało nam tylko jednego – trasy. Kilka wskazówek, które usłyszeliśmy nie wydawały się wystarczające. Kolejny przegląd dostępnych informacji, tym razem przy pomocy wujka google i tak o to na paru podróżniczych blogach uzyskaliśmy trochę więcej dokładnych informacji. Najbardziej pomocne okazały się paczkiwpodróży.pl, które wrzuciły na swoim blogu link do strony, na której udostępnione są trasy trekkingowe z całego świata. WILKILOC o którym nie mieliśmy wcześniej pojęcia to świetna i na prawdę pomocna aplikacja.
Trasa sama w sobie na wulkan wcale nie jest trudna, pierwsze dwie, no może dwie i pół godziny to spacer po kamienistej drodze oraz przeprawa przez pola wśród palm i pracujących tam mieszkańców pobliskich osad, którzy swoją drogą uśmiechali się do nas serdecznie, zagadując co jakiś czas, a czasem nawet wskazywali właściwą drogę, gdy widzieli dezorientacje na naszych twarzach.
Ostatnia godzina wymaga trochę więcej wysiłku, podejście jest dość stromę a jest tym trudniej, że upał nie odpuszcza. Naprawdę idzie się zmęczyć, zwłaszcza, gdy dźwiga się na swoich plecach kilka kilogramów niezbędnej wody, jedzenia i ekwipunku campingowego. Cała trasa zajęła nam 3,5 godziny.
Po dotarciu, jeszcze sapiąc i próbując złapać oddech oboje zgodnie stwierdziliśmy, że warto było.
Widok po prostu zapierał dech w piersiach! Tak o to wydaliśmy 1$ za przejazd chicken busem z Leon do miejscowości gdzie rozpoczyna się trekking -San Jacinto, kolejny 1$ za wstęp oraz 5$ za camping, co łącznie daje nam 7$. 7$ a 70 to duża różnica, a satysfakcja jeszcze większa. :).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAle żeby nie było za pięknie, dopadło nas załamanie pogody i przez trzy godziny padało, wiało i grzmiało, zachodu słońca i gwieździstego nieba nie było, a namiot rozbijaliśmy już po ciemku. Ognisko z mokrego drewna okazało się nie najłatwiejszą sprawą, wzniecenie ognia zajęło nam dobrą godzinę, przydymiliśmy co prawda Ewelinie rzęsy;) ale udało się. A żeby było zabawniej to rano zaspaliśmy na wschód słońca! Poranek za to przywitał nas piękną pogodą, krową i kilkoma końmi. Ach co to były za fantastyczne 2 dni.

DCIM103GOPRO

DCIM103GOPRO

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .