Skuterem przez Bali

Skuterem przez Bali

Naszym nowym środkiem transportu jest skuter.Tak, postanowiliśmy wypożyczyć skuter i zdecydowanie to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Bagaże zostawiliśmy w hotelu wiec możemy wyruszać na podbój Bali.:) Ruch uliczny wydaje się nie do ogarnięcia, wszędzie pełno samochodów, jeszcze więcej skuterów. Jeden pcha się przez drugiego, trąbiac przy tym co chwilę. W ciągu pierwszych pięciu minut klakson rozbrzmiewa częściej niż przez cały ośmiomiesięczny pobyt w Australii. Nie wiem czy wspominaliśmy wcześniej ale w Australii ludzie jeżdżą bardzo ale to bardzo przepisowo. Ograniczenie prędkości do 100 km/h/h- wszyscy jadą 100 km/h, należy zwolnić do 80 km/h-zwalniają wszyscy bez wyjątku. Zwalnialiśmy i my. Tu nawet nie chodzi o strach przed mandatem (no dobra to też;)) ale o fakt , wszyscy jadą zgodnie z przepisami, to aż głupio się wybijać. Tutaj też trzeba się dostosować do ogólnie przyjętych zasad, wszyscy się pchają, pchamy się i my( a raczej Marek, bo to on prowadzi i trzeba przyznać, że idzie mu to bardzo dobrze, zaczęliśmy nawet używać klaksonu- a co!:)) W taki oto sposób przemykamy po uliczkach starając się poznać Bali. Docieramy do jednej z licznych tutaj świątyń. Mamy szczęście bo trafiliśmy na uroczystości, postanawiamy więc zostać dłużej i poprzyglądać się temu ciekawemu wydarzeniu.

DSCF6363

Świątynia Tanah Lot

 

DSCF6373

DSCF6374

DSCF6360

A zapomniałabym wspomnieć o przygodzie z policjantami, która przydarzyła się nam po drodze. Jedziemy sobie, zadowoleni i uśmiechnięci od ucha do ucha- o dokładnie tak jak na zdjęciu:)

DCIM100GOPRO

Po czym zostajemy zatrzymani przez miejscową policję. Pytają o międzynarodowe prawo jazdy-nie mamy. Zaczynamy długą konwersację, starając się przekonać ich, iż nic na ten temat nie wiedzieliśmy , niestety to nic nie daje. Straszą nas nie małej wysokości karą pieniężną albo radzą udać się do sądu. Oczywiste jest,że żadna z tych opcji jest nie do zaakceptowania przez obie strony. Chcą pieniędzy, a nam zależy na czasie. Teraz walczymy aby zapłacić jak najmniej. Po długich negocjacjach dajemy im 10 $ i ruszamy dalej, troszkę zdegustowani owym wydarzeniem. Niestety tak to tutaj wygląda, turyści są traktowani jak chodzące bankomaty i na każdym kroku, prawie każdy stara się wyciągnąć od nas pieniądze. Umiejętność targowania i znajomość ceny jest tutaj konieczna. Cenny w cenniku są jak z kosmosu, oczywiście dla turystów z Europy czy innych krajów wciąż jest tanio ale nie jest to na pewno adekwatna cena. Targując się z reguły płacimy 50% mniej a czasem i 75%- magia:).Za skuter z ceny 9$ za dzień, zeszliśmy do 5$.Wiemy, że nie powinniśmy ale ciągle nasuwają się nam porównania z Australią. W Krainie Kangurów nikt się nie targuje. Przekonaliśmy się o tym parę razy, wszelkie sugestie niższej ceny były szybko ucinane, często nawet byliśmy odsyłani do konkurencji.
Dobra ale wracając do historii z policjantami, tak to jeszcze nie koniec historii. Jakąś nie całą godzinkę później policja zatrzymuje nas ponownie. Pada to samo pytanie, ta sama odpowiedź i zaczyna się dokładnie ta sama konwersacja. Na szczęście szybko przytomniejemy, mówimy ,że już płaciliśmy i nie mamy zamiaru płacić ponownie. Oczywiście wciąż miło, bo tak cały czas trzeba z nimi rozmawiać.Puszczają nas wolno, zadowoleni ruszamy dalej. Zatrzymujemy się tylko na chwilkę aby opróżnić portfel Marka. Od teraz przyjmujemy taktykę na biednego- nie płacimy bo nie mamy. Nie musieliśmy długo czekać aby nadarzyła się okazja do wypróbowania naszego planu. Pod wieczór po raz trzeci mamy przyjemność porozmawiać z miejscową policją. Tym razem stwierdzają, że mogą odpuścić nam mandat za prawo jazdy skoro już dziś płaciliśmy (oo jacy łaskawi..) ale musimy zapłacić za przejechanie na czerwonym świetle.Ale jakim świetle?? Przecież nie było żadnej sygnalizacji świetlnej. Rozmowa kończy się szybko tylko dlatego, że Marek pokazuje puściutki portfel. Reakcja jest natychmiastowa-„dobra, tym razem wam odpuszczę”. Super! Nasza taktyka okazała się skuteczna:) A wracając do tego niby między narodowego prawa jazdy to chodzi tylko o zwykły świstek papieru, który można tutaj nabyć na posterunku policji, oczywiście za odpowiednią kwotę(30$).

Dzisiejszą noc postanowiliśmy,że spędzimy na kanapie jednej z tutejszych couchsurferów. Diana okazała się profesjonalistką w tej dziedzinie. W ciągu tygodnia gości co najmniej kilka osób, ma nawet grafik przyjęć, oraz specjalnie przygotowany pokój dla gości. Generalnie cały jej dom okazał się świetnym miejscem, a ciekawostką jest brak drzwi wejściowych.
Otrzymaliśmy od niej wiele cennych informacji na temat życia na Bali i tego co warto zobaczyć. Diana jako profesjonalna couchsuferka miała też wiele ciekawych historii i przeżyć, które ochoczo nam opowiedziała- okazała się jeszcze większą gadułą niż Marek-tak nawet on był zdziwiony, że ktoś może mówić więcej niż on sam ;).

To tyle na dzisiaj, jutro ruszamy w poszukiwaniu pól ryżowych.

Comment ( 1 )
  1. http://medcentre.pl/cat,choroby.htm
    8 grudnia 2016 at 17:08
    Reply

    Ciekawie przedstawiony temat. Bardzo dobry post!

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .