Róża Północy- Chiang Mai

Róża Północy- Chiang Mai

Tajlandia to nie tylko Phuket czy Bangkok ale też Chiang Mai na Północy kraju, zwany również Różą Północy. Nie bez powodu. Chiang Mai to zielony raj, miejsce wypadowe do okolicznych górskich wiosek.Zdecydowanie polecane dla osób chcących aktywnie spędzić czas. Na prawdę jest w czym wybierać, rafting, kajaki, wspinaczka oraz kilka rodzajów trekingu, zaczynając od jedno dniowego po aż siedem dniowy. Z Bangkoku są trzy możliwości dostania się do Chiang Mai. Opcja pierwsza -autobusem,najtaniej ale też najdłużej, opcja druga-pociągiem,14 godzin do wyboru są miejsca siedzące w cenie 44 zł oraz kuszetki w cenie 80 zł i opcja trzecia -samolotem, czas trwania to zaledwie 1 h 15 min ale cena już nieco wyższa bo 150 zł.

My zdecydowaliśmy się na opcje numer dwa- pociąg, aby nie tracić cennych godzin w czasie dnia wybraliśmy nocny transfer, dzięki czemu nie musimy też płacić tej nocy za nocleg. Wahaliśmy się chwilkę między miejscami siedzącymi a kuszetkami, ostatecznie wygoda wygrała. Dawno nie podróżowaliśmy pociągiem, a w kuszetkach to ostatnio chyba za czasów małolata kiedy to jeździło się na kolonie czy zielone szkoły. Pociągi zawsze będą mi się kojarzyć z wycieczkami nad nasz kochany Bałtyk, gdzie drogo, ludzi pełno i nigdy nie można być pewnym co do pogody, jednak wciąż jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Polsce. Ale wracając do Tajlandii. Kuszetki okazały się super wygodne, zasnęliśmy po niespełna dwóch godzinach a obudziliśmy się już praktycznie w Chiang Mai. Rześcy, wypoczęci i gotowi do działania- oj tak zdecydowanie warto było zainwestować w kuszetki.
Chiang Mai okazał się wcale nie tak małym miastem jak sobie wyobrażaliśmy ale wszystko zdecydowanie na plus, czysto i przyjemnie. Dużo restauracji, kawiarenek i straganików ale wciąż z umiarem, a co najważniejsze wszędzie dookoła uśmiechnięci Tajowie. Stosunkowo szybko udaje się nam zaleźć nocleg, gest house Julie – miejsce zdecydowanie warte polecenia, tanio (24 zł) ale klimatycznie. Zostawiamy bagaże, wypożyczamy skuterek i ruszamy przed siebie. Czasu nie mamy zbyt wiele, zwiedzamy tylko okolice, udajemy się do Świątyni na wzgórzu -Wat Phrathat Doi Suthep Rajvoravihara. Niestety jesteśmy nieco rozczarowani, gdyż nie udaje się nam wynająć przewodnika a wszystkie informacje są w języku tajskim, niestety musimy się zadowolić tylko oglądaniem. No cóż, może następnym razem się uda.

DSCF7030 DSCF7045

 

Wieczorem udajemy się na nocny market, gdzie jedzenie jak zwykle zaskakuje smakiem. Warto również odwiedzić tutejszy market z lokalnymi pamiątkami i ręcznie wykonanymi  dziełami. Oczywiście jak to na tajskim markecie znaleźć tutaj można wszystko ale jest zdecydowanie dużo mniej badziewia a więcej faktycznie regionalnych produktów.
Rano ruszamy na trekking, a no tak zapomnieliśmy wspomnieć na początku, iż głównym celem wyprawy na Północ kraju jest trekking po dżungli. Tak jak wspomniałam wcześniej oferta jest dość spora. My zdecydowaliśmy się ten dwu dniowy. Opinie w internecie na temat organizowanych trekkingów w Chiang Mai, są podzielone ale jak to mówią ile ludzi tyle opinii. Nam osobiście bardzo się podobało. Oczywiście jeśli ktoś oczekuje, że przeżyje prawdziwą przygodę w dżungli i przyjdzie mu stoczyć walkę z dziką zwierzyną, może poczuć się rozczarowany. Ci z kolei którzy wypisują, że spokojnie można założyć japonki, też są w błędzie. My posiadaliśmy tylko trampki, dały radę ale jeśli mam być szczera buty trekingowe byłby lepszym rozwiązaniem. Czego zatem można oczekiwać? Zdecydowanie można się zmęczyć(zadyszka łapała nas nieraz dla aktywnych trasa nie będzie trudna ale jednak upał daje się we znaki), spocić(chyba nawet w Australii pot z nas nie lał się jak tutaj) ubrudzić(i to bardzo) oraz zachwycić przyrodą( jak widać na załączonych obrazkach:))

DSCF7158

DSCF7215

 

Po drodze mamy możliwość odwiedzić okoliczne górskie wioski, w jednej z nich zatrzymujemy się na noc. Nasz hotel to bambusowa chatka, z materacem i kocykiem, bez prądu oraz innych udogodnień, takich chociażby jak prysznic. Tak ludzie tutaj żyją bez prądu, dacie wiarę? W dwudziestym pierwszym wieku, kiedy to ludzie panikują gdy chociaż na chwilkę z jakiś powodów prąd zostaje wyłączony, nerwowo wydzwaniając z pretensjami do elektrowni z ciągle tym samym pytaniem ” kiedy włączycie prąd?!”, ludzie potrafią jakoś żyć całkowicie bez elektryczności.

DSCF7148

DSCF7150

 

Wieczorem zasiadamy pod bambusową wiatą, pada gęsty deszcz, dookoła pięknie, zielono i cicho. Czekając na kolacje w końcu możemy wypytać naszego przewodnika o to i owo. Okazuje się, że Bond( to bardziej jego pseudonim, prawdziwe imię jest zbyt długie i trudne do zapamiętania)spędził więcej życia w dżungli niż poza nią. Z zaciekawieniem słuchamy jego historii, dzięki czemu czas w oczekiwaniu na kolacje mija bardzo szybko. Czerwone curry przygotowane przez mieszkańców smakuje wyśmienicie, dokładka jest wręcz obowiązkowa.

DSCF7135

Nasz przewodnik- Bond

Dnia następnego kontynuujemy trekking, momentami w deszczu, czasem w słońcu. Udaje nam się zobaczyć wcale nie małych rozmiarów pająka, dwa węże a na koniec i nawet sówkę:) Ostatnim punktem jest wodospad, który po całym dniu okazuje się zbawieniem.

DSCF7230

Podsumowując, będąc w Tajlandii warto wybrać się na Północ i zobaczyć troszkę inne oblicze tego kraju. Miejsce te oczywiście oferuje więcej niż tylko Chiang Mai, my ze względu na ograniczony czas mogliśmy pozwolić sobie tylko albo i na aż tyle;)
Dziś wieczorem ponownie wskakujemy w samolot i udajemy się tym razem na Południe aby zobaczyć rajskie plaże Tajlandii.

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .