Pierwsze spotkanie z Bali

5:30 rano alarm głośno informuje, że pora już wstać. Marek jak zawsze zaczyna z tym swoim „jeszcze 5 minut”, mi też coś wyjątkowo ciężko się obudzić. Ale zaraz,zaraz przecież dzisiaj lecimy na Bali! To stawia nas na równe nogi, szybkie śniadanie, wskakujemy do samochodu i pędzimy na lotnisko. Nie wiem czy wiecie-pewnie nie, bo my też o tym wcześniej nie wiedzieliśmy, w Indonezjii ożył wulkan(dlaczego właśnie teraz?!) więc mamy lekkie obawy czy na pewno uda nam się dolecieć na Bali, część lotów z Australii jest już odwołana. Wciąż jeszcze zaspani ale bardzo podekscytowani czekamy na nasz lot. Czekamy.Wciąż czekamy…okazuje się, że mamy jakieś opóźnienie, lot z 8:00 zostaje przełożony na 12:00. To wywołuje jeszcze większe zaniepokojenie ale zgonie z obietnicami o 12:00, no może troszkę później, ruszamy. Bez żadnego planu, zarezerwowanego noclegu, po prostu z celem zobaczenia tej jakże słynnej wyspy. Na lotnisku całe tłumy, dobre półtorej godziny spędzamy w kolejce do emigracyjnego po odbiór wizy. Lecimy po nasze bagaże i ruszamy do wyjścia. Po drodze oczywiście spotykamy tłumy taksówkarzy, którzy nachalnie oferują swoje usługi. Nauczeni doświadczeniem( tak daliśmy się naciągnąć w zeszłym roku w Londynie…) pytamy w informacji ile powinna wynieś opłata za dostanie się do Denpasar i kierujemy się w stronę postoju taksówek. Długo nie czekamy, w sumie to wcale nie czekamy, taksówkarze znowu podbiegają do nas pierwsi. Dobijamy targu z jednym z nich, ciężko powiedzieć w jakim języku, bo z angielskim to na pewno nie wiele miało wspólnego. Po niecałych 10 minutach taksówkarz informuje nas, że o to właśnie jesteśmy na miejscu. Ale chwila, jak to? Dostanie się do Denpasar powinno zająć co najmniej jakieś 30 minut. Coś tu nie gra. Taksówkarz wciąż upiera się przy swoim, okazuje się, że owszem jesteśmy w centrum ale innego pobliskiego miasta. Tłumaczymy, że przecież to nie tutaj mieliśmy dotrzeć, taksówkarz wiąż usiłuje nam wmówić, że pytaliśmy o to miejsce, po czym informuje nas, że owszem może nas zawieźć do Denpasar ale za prawie podwójną kwotę.O nie, nie! Nie tak się umawialiśmy. Atmosfera jest gęsta, taksówkarz upiera się przy swoim, a my postanawiamy nie odpuszczać. Historia kończy się tak, że zostajemy odwiezieni z powrotem na lotnisko, a taksówkarz wraca zapewne łapać kolejnych naiwnych turystów. Łapiemy kolejną taksówkę, tym razem wszystko gra, za rozsądną cenę dostajemy się do naszego celu. Denpasar- stolica Bali, mało popularne miejsce wśród turystów, więc mamy nadzieję, że uda nam się zobaczyć chociaż namiastkę prawdziwego życia na Bali. Z powodu opóźnienia lotu i problemów z taksówką docieramy nieco później niż planowaliśmy. Uświadamiamy sobie, że niezarezerwowanie pierwszego noclegu nie było najlepszym pomysłem, zwłaszcza, że mamy ze sobą sporo bagażu. Sporo za dużo jak na taki sposób podróżowania. Błądzimy po uliczkach starając się znaleźć jakieś zakwaterowanie, bez mapy i jakichkolwiek informacji wcale nie jest tak łatwo, zwłaszcza, że jest już noc.Zaczynamy na prawdę żałować, że nie pomyśleliśmy o zakwaterowaniu wcześniej. Przypadkowo trafiamy do sklepu z zegarkami, tam spotykamy młodą parę z trójką dzieciaków.Mamy ogromne szczęście otrzymujemy nie tylko namiary na nocleg ale też postanawiają nas podrzucić. Pakujemy się do samochodu, w czasie krótkiej pogawędki dowiadujemy się, że Wirya planował wyjazd do Polski, miał już nawet załatwioną prace ale miłość zatrzymała go na Bali, ciekawa historia. Docieramy do naszego hoteliku, nie wiemy jak im dziękować, kończy się na uściskach i wymianie adresów mailowych. Szczęśliwi meldujemy się w hotelu, zostawiamy bagaże i lecimy coś zjeść. Dopiero teraz uświadamiamy sobie, że jesteśmy na Bali. Wszędzie pełno ludzi, mnóstwo straganów z miejscowym jedzeniem, wszystko dookoła całkiem inne i nowe dla nas. To dopiero pierwszy dzień, w sumie to pierwsze kilka godzin, a już mamy o czym opowiadać, coś nam się wydaje, że Bali nas jeszcze zaskoczy 🙂

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .