Jak kradnie się w Tanzanii , czyli o tym jak zostaliśmy uprowadzeni i oskubani jak indyk przed świętem dziękczynienia.

Jak kradnie się w Tanzanii , czyli o tym jak zostaliśmy uprowadzeni i oskubani jak indyk przed świętem dziękczynienia.

O tym, że w podróży trzeba uważać wie każdy, ciężko jednak być czujnym przez 24 godziny na dobę, zwłaszcza, gdy podróżuje się często i długo. Nasza uśpiona czujność kosztowała nas bardzo dużo, opowiemy Wam o tym jak zostaliśmy uprowadzeni przez pseudo taksówkę i zmuszeni do oddania wszystkiego co posiadamy.
Pomimo, że duże miasta często nazywane są sercem kraju, my ich raczej unikamy, w Dar es Salaam znaleźliśmy się bo musieliśmy złapać samolot do Kapsztadu. Minął już miesiąc naszego włóczenia się po Tanzanii, byliśmy trochę zmęczeni, troszkę chorzy, a przede wszystkim nie wystarczająco ostrożni. Wychodząc z restauracji zagaił do nas przypadkowy gościu,ot tak zwykła pogawędka, jakich mieliśmy podczas tej czy innych podróży wiele. Mieliśmy się już rozglądać za jakimś taksówkarzem, który zawiezie nas rano na lotnisko, gdy nasz nowy nieznajomy postanowił pomóc nam w aranżacji taksówki. Facet był miły i grzeczny, wzbudził zaufanie przedstawiając się jako pracownik restauracji, a cena którą nam podał wydała się być rozsądna więc podaliśmy mu adres hostelu w którym nocowaliśmy oraz swój numer telefonu i umówiliśmy się na następny dzień. Myślami byliśmy już w Kapsztadzie, planowaliśmy co będziemy tam robić, szukaliśmy hosteli i ani przez chwile nie pomyśleliśmy, że cała ta sytuacja z nieznajomym jest co najmniej dziwna i lekko podejrzana. Rano mocno jeszcze zaspani przywitaliśmy się z kierowcą i gdy zaczęliśmy pakować nasze plecaki do bagażnika zorientowaliśmy się, że nie jest to taksówka tylko zwykły samochód, niby nie raz już takim jeździliśmy, kto podróżuje ten wie, że nie wszędzie taksówki są takie jak w Europie, a czasem gdy nie ma zbyt wielkiego wyboru wsiada się w to co jest. Ale właśnie wtedy zapaliło się pierwsze ostrzegawcze światło, dotarło do nas, że na zewnątrz jest wciąż ciemno, ulice są puste i że to nie my znaleźliśmy sobie kierowce, tylko on nas.Uspokajaliśmy się tym, że nawigacja wskazuje że jedziemy w stronę lotniska i teoretycznie wszystko gra. Niepokój niestety natarczywie narastał, a przeczucie że coś jest nie tak, nie dawało nam spokoju, wymieniliśmy się spojrzeniami, Marek wyciągnął gaz pieprzowy i chociaż sami w to jeszcze nie dowierzaliśmy, wiedzieliśmy, że zaraz wydarzy się coś złego. Kierowca nagle zatrzymał się, a do samochodu z obu stron wpakowało się 3 dryblasów. Pierwsza moja myśl? Proszę niech się to nie dzieje na prawdę. W momencie gdy zatrzymaliśmy się w ciemnej uliczce i usłyszeliśmy „listen, we are bad people” wiedzieliśmy, że żarty się skończyły, a na działanie jest już za późno. Potem wszystko toczyło się jak w jakimś filmie, zostaliśmy grzecznie poinformowani, że jeśli będziemy współpracować to nic się nam nie stanie. Współpraca miała oczywiście polegać na oddaniu wszystkich pieniędzy które posiadamy. Pod pierwszy ostrzał poszedł zegarek, który został wręcz zerwany z Marka ręki, następnie zaczęło się czyszczenie portfela, później sekretnych saszetki, a na koniec kart. Bezradność, która nas ogarnęła w tamtym momencie jest nie do opisania. Z jednej strony wszystko się w nas gotowało, czuliśmy wewnętrzny protest wobec tego co się dzieje, chcieliśmy krzyczeć ze wściekłości.Właśnie traciliśmy nasz cały dobytek i pieniądze. Z drugiej strony wiedzieliśmy, że w takiej sytuacji nie ma dyskusji. Teoretycznie czuliśmy, że są to zwykłe rabusie ale nie wiedzieliśmy na co ich naprawdę stać i czy mają ze sobą jakaś broń. Nie mieliśmy najmniejszego zamiaru tego sprawdzać, nie chcieliśmy ryzykować, zwłaszcza, że do najmilszych to oni też nie należeli.
W podróż zawsze zabieramy kilka kart na wszelki wypadek, gdyby któraś nagle przestała działać albo została zablokowana. W portfelu razem z jakimiś niewielkimi sumami na dzienne wydatki trzymamy kartę, która nie działa, na wypadek gdyby gdzieś w ciemnej uliczce ktoś chciał od nas kasy, a to co w portfelu nie było wystarczające. W sytuacji w której się znaleźliśmy czyli w zamkniętym aucie obsadzeni czterema facetami wiedzieliśmy, że trik z niedziałającą karta nie przejdzie. Nie mieliśmy wyboru, zostaliśmy zmuszeni by podać piny do kart.

Zaczęło się prawdziwe tourne bo okolicznych bankomatach, na nasze szczęście lub nie szczęście bankomaty w Tanzanii nie zawsze działają sprawnie. Cała sprawa zaczęła się przedłużać, panowie denerwować i krzyczeć to na nas, to na samych siebie, zdawali sobie sprawę z tego że czas ucieka gdyż robiło się coraz jaśniej. Odczuwali również presję czasu związaną z naszym wylotem, im jeszcze bardziej niż nam zależało na tym, żebyśmy opuścili Tanzanię,a co za tym idzie nie zdążyli złożyć żadnych zeznań na policji. Dodatkowe zamieszanie wprowadziła ilość kart, rabusie zaczęli gubić się w numerach pin, których nie mogli ogarnąć. Koniec końców, trochę zyskaliśmy na całym zamieszaniu, o ile w ogóle można mówić, że coś w całej tej sytuacji zyskaliśmy, gdyż udało nam się wmówić im, że niektóre z kart zostały zablokowane i nie działają. Dzięki temu skupili się na opróżnianiu naszych kont tylko z dwóch kart. Limity które mieliśmy założone raczej ich nie uszczęśliwiły, mocno wkurzeni żądali od nas więcej gotówki, nie dowierzali nam, że nic więcej przy sobie nie mamy. Głupie myślenie, niestety sporej części mieszkańców Tanzanii jak i pewnie innych Afrykańskich krajów, że jak biały to wręcz sra kasą. Bankomaty wciąż odmawiały posłuszeństwa, czas uciekał a ich złość i irytacja narastała. Z jednej strony nas to cieszyło, z drugiej obawialiśmy się konsekwencji ich nie zadowolenia.
W końcu gdy zaczęło świtać rabusie postanowili zakończyć wycieczkę po bankomatach. Oprócz kasy którą udało się im wyciągnąć postanowili zabrać sobie również nasz aparat, gopro, bank energii oraz telefony. Jak na porządnych złodziei przystało oddali nam kartę ze zdjęciami.Udało się również ocalić laptop ale tylko dla tego, że wmówiliśmy im że posiada czip i po zgłoszeniu kradzieży zostaną namierzeni. Cała akcja trwała zaledwie 1,5 godziny która ciągła się dla nas jak wieczność. Zostawili nas w jakiejś uliczce, a na do widzenia dali kilka z ukradzionych banknotów jak sami powiedzieli na taksówkę i zjedzenie śniadania.

Okradli nas ze sprzętu i kasy, czy boli? Boli cholernie, bo straciliśmy sporo z naszego niewielkiego dobytku, bo pracujemy ciężko i odkładamy na podróże. Nikt nam na to nie dał, samo z nieba też nie spadło. Boli bardziej jednak bezradność w jakiej się znaleźliśmy oraz nasza własna głupota. Boli nasza nieuwaga i to ze uśpiliśmy swoją czujność. Prawda jest taka, że nie powinniśmy byli w ogóle wsiadać do tego samochodu, że powinniśmy byli posłuchać swojego przeczucia, które chociaż uśpione, próbowało dać nam znać, że coś jest nie tak. Czujemy się winny i to chyba wkurza najbardziej. Daliśmy się złapać, podejść jak małe dzieci. Słyszeliśmy o takich sytuacjach, zawsze staramy się być czujni, a w tym jednym przypadku właśnie czujności zabrakło. Od 4 lat podróżujemy po różnych krajach i przez te 4 lata, aż do teraz jakoś udawało się nie wpakować w tarapaty. Najwidoczniej tym razem nie byliśmy wstanie tego uniknąć, ten kto podróżuje wie jak to czasem bywa. Paradoksalnie pierwsza podróż może być tą najbezpieczniejszą bo wyjeżdżając pierwszy raz jest się wręcz nafaszerowanym informacjami jaki ten Świat jest niebezpieczny, zbombardowanym wątpliwościami i obawami rodziny oraz przyjaciół. Wyjeżdża się będąc pełnym nie ufności, a wraca ze świadomością, że świat wcale nie jest taki zły, że ludzie są dobrzy i często bezinteresowni. Tak też poniekąd było z nami, pomimo tego, że zawsze uważamy na siebie, popadliśmy w podróżniczą rutynę i uśpiliśmy swoją czujność. Ważne jest jednak to, że nam nic się nie stało, ze nasze zdrowie i życie nie było zagrożone. No i to, że zrobiliśmy kopie zapasowe zdjęć;).
Dostaliśmy porządnego kopniaka i owszem nie smak pozostał, jednak pomimo tak nieprzyjemnej sytuacji, podróżniczy duch oraz ciekawość świata nie zmalała ani trochę. Wyciągamy wnioski i w głowie snujemy już plany na kolejną podróż;). Świat stoi przed nami otworem więc podróżujmy, zwiedzajmy, poznawajmy nowych ludzi i kultury, bądźmy jednak czujni i dbajmy o własne bezpieczeństwo w podróży.

P.S. Po powrocie do Der es Salaam zgłosiliśmy sprawę na policję, jednak cała ta sytuacja z policją to jakiś jeden wielki kabaret. Poza spisaniem służbowej notki, zdobyli się tylko i wyłącznie na głupkowate komentarze. Wyciągi z konta, spis bankomatów z których rabusie korzystali( bankomaty mają kamery!!) wcale ich nie interesowały. Chcieliśmy aby pojechali z nami pod restauracje, gdzie zostaliśmy zaczepieni, gdyż mieliśmy przeczucie, że nie była to jednorazowa akcja i zapewniliśmy ich, że jesteśmy w stanie rozpoznać faceta, który nas zaczepił. Zostaliśmy niestety najnormalniej w świecie wyśmiani.

P.S. Z racji tego, że owa restauracja jest bardzo popularna wśród turystów postanowiliśmy sami ponownie tam zaglądnąć i ku naszemu wcale niezdziwieniu,spotkaliśmy tam „naszego” oszusta, który ewidentnie czyhał na kolejny łatwy zarobek. Oczywiście wyprał się wszystkiego, właściciel restauracji udał zdziwionego, a policja, którą o tym poinformowaliśmy z uśmiechem na twarzy zapytała nas, dlaczego go nie złapaliśmy…
Także uważajcie i raczej omijajcie restauracje Chef’s pride szerokim łukiem. Więcej o bezpieczeństwie i podróżowaniu po Tanzanii napiszemy niebawem.

Comments ( 8 )
  1. Monika
    25 sierpnia 2016 at 23:02
    Reply

    Bardzo niePrzyjemna historia, przed wyjazdem do Tanzanii czytałam wiele taKich opowieści i to mnie chyba najbardziej martwiło.
    Nasza koleżanka musiała sama dotrzeć na lotnisko nas nocny lot i też lokalny facet zaproponował poMoc (było to w takiej część Dar, że nikt poza nim nie mówił po angielsku) po czym zjawił się właśnie z facetem i prywatnym samochodem. Po naszych protestach poszedł i znalazł normalną taksówkę. Myślę, że on faktycznie chciał pomóc, ale po tych wszystkich historiach… Better safe than sorry.
    W Dar, z powodu innych niefajnych okoliczności, musiałam zostać dłużej niż planowane – ale miasto nawet polubiłam 🙂

    Cóż…trzeba podRóżować dalej. Na pewno teraz będziecie bardziej zwracać uwagę na szczegóły.

    • pozytywnyskok
      pozytywnyskok
      10 września 2016 at 23:49
      Reply

      Okazało, się, że w Dar es Salaam to dość popularny sposób na turystów. Jedna z droższy lekcji życia/podróżowania dla nas, zawsze jesteśmy ostrożni, tym razem sami nie wiem jak mogliśmy się, aż tak rozluźnić.
      A odnosząc się do Twojej historii, to właśnie to jest coś czego w podróżach nie lubimy najbardziej, że niestety trzeba zachować pewną dozę nie ufności do ludzi, czasem ciężko jest ocenić czy osoba, która do Ciebie zagaduje jest kolejnym naciągaczem czy może chce po prostu bezinteresownie pomóc.

  2. Szpilki w plecaku
    6 września 2016 at 14:48
    Reply

    Moich turystów okradziono w biały dzień. Bez dania w lape policji nic sie nie da załatwić. Wszystko w Tanzanii w tej materii jest mocno pod górę dla turysty. Niestety …

    • pozytywnyskok
      pozytywnyskok
      10 września 2016 at 23:31
      Reply

      Tanzania to piękny kraj, aczkolwiek nie najłatwiejszy do podróżowania z plecakiem, pod górkę jest też pod paroma innymi względami, będziemy i o tym pisać:). Wygląda na to że byliśmy w Tanzanii/ na Zanzibarze w tym samym czasie, szkoda, że nie wiedzieliśmy o tym wcześniej.

  3. MARCIN
    6 września 2016 at 23:43
    Reply

    cześć,
    przykro mi z powodu tej nie szczęśliwej sytuacji, która was spotkała i dziękuję za to że to opisaliście. Będzie to dla mnie przestroga i mam nadzieję dla innych osób, szczególnie, dla tych którzy wyjeżdżają z przekonaniem, że na pewno nikt nie będzie próbował ich okraść albo, że w okół są tylko dobrzy ludzie.

    Pozdrawiam,
    Marcin

    • pozytywnyskok
      pozytywnyskok
      10 września 2016 at 22:57
      Reply

      Cześć Marcin:) Dzięki za miłe słowa. Zdecydowaliśmy się o tym napisać właśnie dlatego aby przestrzec innych, nie żeby kogoś przestraszyć czy zniechęcić przed Tanzanią ale żeby uczulić, bo z czasem w podróży traci się czujność. Człowiek uczy się na błędach, niech inni uczą się na naszych;). Pozdrawiamy!

  4. Natalia
    7 września 2016 at 01:38
    Reply

    to musiało być dla Was bardzo długie 1,5 godziny i bezsilność, której jeszcze nigdy nie doświadczyłam. 3majcie się!

    • pozytywnyskok
      pozytywnyskok
      10 września 2016 at 22:52
      Reply

      To prawda, a ta bezsilność była chyba najgorsza. I niech tak pozostanie, doświadczenie raczej nie warte polecenia;). Dziękujemy i pozdrawiamy:)

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .