Dlaczego warto odwiedzić Chiapas

Dlaczego warto odwiedzić Chiapas

Z Jukatanu ruszamy w stronę Chiapas. Indiańskie wioski, wodospady, jeziora oraz tropikalna fauna i flora to coś, co przemawia do nas nawet bardziej niż rajskie plażę. Oboje uwielbiamy naturę, dlatego też w naszych podróżach często omijamy duże miasta. Australijczycy do tej pory nie mogą zrozumieć jak to się stało, że ominęliśmy Melbourne. O Chiapas słyszeliśmy same pozytywy. O ile na temat Jukatanu część osób kręci nosem tak nad Chiapas wszyscy się zachwycają. Teraz już możemy wam powiedzieć dlaczego.

Pierwszym naszym przystankiem są ruiny Palenque.

DCIM101GOPROJak postanowiliśmy tak zrobiliśmy i na zwiedzanie ruin w Palenque udaliśmy się z lokalnym przewodnikiem. Negocjacje jak zawsze były zacięte i od początkowej niebotycznej ceny 1000 pesos(!) zeszliśmy do 500 pesos co i tak wydawało nam się trochę drogo. Ruiny piramid cywilizacji Majów robią wrażenie, jednak bez minimalnej wiedzy na temat ich założycieli oglądanie ich nie różni się niczym od oglądania obrazków w książce bez umiejętności czytania.
Ruiny Majów, które można dziś podziwiać w Palenque to raptem ułamek tego co wciąż skrywa się pod pokrywą dżungli otaczającej ruiny. Miasto to składało się z kilkudziesięciu świątyń pałacu rodziny królewskiej oraz wielu domostw poddanych. Zastanawialiście się dlaczego schody do świątyń są takie strome? Przecież Majowie byli niewielkiego wzrostu więc strome oraz wysokie stopnie zdecydowanie nie ułatwiały im chodzenie po nich. Teorie są trzy: pierwsza mówi że podwładni wchodzili po nich na czworakach, oddając w ten sposób część bogom, druga wyjaśnia, że zostały tak skonstruowane aby wszyscy wchodzili po nich zygzakiem tak jak wąż, który był ważnym symbolem w kulturze Majów.
Trzecia,wydająca się najbardziej prawdopodobną zakłada, że tak na prawdę nie były to schody, a trybuny na których zasiadali poddani podczas różnych ceremonii. Najważniejszą datą w kalendarzu Majów był 7 maja, czyli pierwszy dzień pory deszczowej, tego dnia para królewska poddawała się rytuałom mającym zapewnić dorodne zbiory, król przekuwał język królowej i przeciągał przez niego cierń, a co gorsza później to samo działo się z penisem króla…
Generalnie rodzina królewska miała ogromną wiedzę jak na tamte czasy, potrafili projektować i budować skomplikowane budowle, znali się na astronomii, oraz uprawie roślin. Dla Majów byli Bogami.
Pomimo tych świetności mieli również swoje wady. Dzieciom przez pierwsze kilka miesięcy zgniatali główkę tak, aby ta upodobniła się do kolby kukurydzy, która była traktowana jako najważniejsza roślina życia. Prowadzili wojny z wieloma innymi miastami. Kazirodztwo było na porządku dziennym aby zachować rodowód oraz władzę, którą posiadali. Było to przyczyną wielu mutacji genetycznych. Fakt inności spowodowanym brakiem świeżej krwi czynił ich innych od pospolitych Majów , w ich mniemaniu wyjątkowym, z czego byli bardzo dumni.
A jak to było z upadkiem tak wspaniałej cywilizacji?
Aby uzyskać materiał do budowy jednej świątyni potrzeba było spalić tysiące drzew, jak wiadomo tych świątyń było kilka set plus potężny pałac. National Geographic stworzył wizualizację Palenque za czasów świetności. Nie znajdziecie na niej dżungli. Dżungla spłonęła na potrzeby budowy świątyń, co przyniosło wieloletnie susze, a susze głód. Głód spowodował bunt i wewnętrzne konflikty, rodzina królewska z rangi bogów zamieniła się w głównego winowajcę i wroga.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Palenque oferuje wiele miejsc noclegowych ale zdecydowanie lepiej spędzić noc w położonym tuż przy ruinach El Panchan. El Panchan to kilka hosteli oraz restauracja Don Mucho’s położonych w dżungli.
My wybraliśmy obiecująco brzmiący Jungle Palace.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERADomek na własność, taras z widokiem na dżunglę i na dodatek koncert, który zafundowały nam cykady, małpy oraz inne stworzenia. Czyż nie brzmi to iście królewsko? Rzućcie okiem na zdjęcia, może to was przekona;).

Wodospady to chyba nigdy nam się nie znudzą. Lubimy je oglądać, jeszcze lepiej jak można się w nich wykąpać a dodatkowo są mega fotogeniczne. Któregoś dnia musimy zrobić osobisty ranking zobaczonych wodospadów, póki co pozachwycajmy się razem nad tymi na trasie z Palenque do San Cristobal.
Misol-Ha najtaniej możemy się tam dostać z Palenque za pomocą colectivo. Generalnie w Meksyku na krótszych trasach colectivo opłaca się najbardziej, przy dłuższych lokalne autobusy. Wejście do wodospadu oczywiście płatne, o ile dobrze pamiętamy to 30 pesos. Docieramy akurat w momencie gdy nadjeżdżają wszystkie zorganizowane wycieczki. Pomimo, że jest już po sezonie, robi się dość tłoczno. Mija zaledwie 30 minut i zostajemy tylko my i para Australijczyków podróżujących na rowerach. Może i na własną rękę czasem trudniej i wszystko trwa dłużej bo np. colectivo to nie usługa „od drzwi do drzwi” i z skrzyżowania na którym zostaliśmy wyrzuceni mieliśmy jeszcze 2 km do przejścia. Niby nie dużo ale w samo południe ,w upalny dzień z balastem w postaci plecaków to już przyjemnością nazwać nie można. Za to swoboda, zaoszczędzone pesos i możliwość dłuższego relaksu w tak ładny miejscu wynagradza.
P.S. Wcześniej wspomniana para Australijczyków swoją przygodę zaczęła w Bostonie, przemierzyli 19 tysięcy. kilometrów docierając do Meksyku a przed nimi jakieś kolejne 20 tyś. kilometrów. A my narzekamy na 2 km piechotą! Ludzie sa niesamowici!

DCIM101GOPRO

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERANowo poznani znajomi nie zachęcają do odwiedzenia kolejnego na trasie wodospadu Aqua Azul, z reguły w planowaniu sugerujemy się zasłyszanymi radami, jednak tym razem przeczucie mówi, że będzie nam się podobać. Jedziemy to zweryfikować! Ale jak jedziemy! Na pace pick-upa!

DCIM101GOPRO
Te wcześniej wspomniane nieszczęsne 2 km w drodze powrotnej zmieniają się w 2 kilometry pod górkę. Wleczemy się po woli z całym naszym ekwipunkiem, wystawiamy kciuka i dosłownie po kilku sekundach zatrzymuje się samochód a co najlepsze okazuje się, że jadzie nie tylko do skrzyżowania a i do samego Aqua Azul. Cieszymy się jak dzieci z podróży na pace, kolejna rzecz do skreślenia z naszej listy!
Aqua Azul nie rozczaruje, w promieniach słońca wygląda super, kąpiel obowiązkowa, zwłaszcza, że to nasz dzisiejszy prysznic. Rozbijamy nasz namiot i zostajemy tutaj na noc. Kosztujemy też kolejnego meksykańskiego przysmaku – empanadas.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

DCIM101GOPRO

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKolejnym przystankiem na naszej trasie jest San Cristobal de las Casas- miasto położone w górach na wysokości 2200 m.n.p.m. W San Cristobal zostajemy na 4 dni, można by pewniej i na długo dłużej bo to na prawdę ciekawe miejsce. Dlatego też na temat San Cristobal i spędzonych tam dni napiszemy osobną notkę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOstatnia długa prosta w Meksyku. Plan był prosty dotrzeć do Lagos de Montebello i rozbić namiot przy którymś z pięknych jezior. Rzeczywistość okazała się inna, podróż zajęła dłużej niż się spodziewaliśmy i tak o to jest już ciemno, do Montebello jeszcze jakieś 50 km, nic już nie kursuje w tamtą stronę. Dziś pierwsza noc na „dziko”, przeliśmy chyba z 5 kilometrów zanim znaleźliśmy miejsce według nas chociaż odrobinę zbliżone do idealnego tzn. z dala od drogi, zasłonięte drzewami na w miarę równym terenie. Kolacja tego dnia też przechodzi nam koło nosa. Ranek wynagradza jednak wszystko. Czekając na colectivo łapiemy stopa, kolejny raz szybciej niż się spodziewaliśmy zatrzymuje się potężny Dodge. A w środku prze sympatyczny meksykanin, Luis który jest właścicielem plantacji awokado oraz pobliskiej stacji benzynowej do której właśnie jedzie. Po drodze zasypuje nas masą porad, informacji a na koniec meksykańskim śniadaniem- Tartas- za które nie pozwala nam zapłacić.
Po raz kolejny musimy podkreślić,że meksykanie to fantastyczni ludzie, otwarci, pomocni i bardzo serdeczni.

Reszta dni to już tylko relaks przy krystalicznie czystych jeziorach. W Lagos de Montebello jest ich aż 52, niektóre tuż koło siebie, inne rozsiane po okolicy. Ze względu na to decydujemy się tym razem na wycieczkę z lokalnym „przewodnikiem” -Sami, który stojąc przy drodze oferuje przejazd swoim pick-upem do kilku wybranych jezior. Wygodniej, szybciej i przyjemniej będzie nam zabrać się z nim, zwłaszcza, że po negocjacjach dostajemy całkiem dobrą cenę, 325 pesos. Można oczywiście zabrać się z colectivo lub tutejszymi tuk-tukami ale ze względu na niski sezon nie ma ich teraz tutaj za wiele.
Z bananem na twarzy wskakujemy na pakę!:)

DCIM102GOPRO

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

DCIM102GOPRO Ciąg dalszy nastąpi…:)

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .