Co nas spotkało niebezpiecznego w podróży?

Co nas spotkało niebezpiecznego w podróży?

Dzisiaj ponownie o naszej ostatniej wyprawie, poruszymy ważny aspekt naszej i też każdej innej podróży.
Bezpieczeństwo– bo o to właśnie jesteśmy pytani najczęściej.

Ameryka Centralna, Meksyk i Kolumbia nie cieszą się najwidoczniej najlepszą sławą, porwania, gangi, kokaina no i oczywiście słynny Pablo Escobar, to wszystko co może nam przyjść na myśl o tych krajach obserwując informacje podawane w mediach.  Ale jak jest na prawdę? Opowiemy Wam krótko jak to wyglądało podczas naszej podróży.

Meksyk– odwiedziliśmy tylko Jukatan i Chiapas, więc wypowiedzieć się możemy tylko na temat tej części kraju i uwaga…tylko w samych superlatywach. Na swojej drodze spotkaliśmy tylko i wyłącznie miłych i sympatycznych ludzi. Meksykanie okazali się bardzo otwartymi ludźmi, chętnie często sami do nas zagadywali i to wcale nie w celu sprzedania nam kolejnej pamiątki. Wzbudzaliśmy ciekawość swoją obecnością w miejskich środkach transportu czy lokalnych restauracjach, gdzie swoją drogą zawsze byliśmy obdarowani serdecznością jak i pomocą. Angielsko-hiszpańsko-migowym językiem dopytywaliśmy się miejscowych jak dostać się do kolejnego miejsca, które cenote jest na prawdę warte zobaczenia albo gdzie dobrze i tanio zjeść lokalne przysmaki i nigdy ale to nigdy nie zostaliśmy zbyci zdawkową odpowiedzią. Pomimo bariery językowej robili wszystko żeby nam pomóc, jak najlepiej doradzić, rysowali mapki, wskazywali drogę, a wszystko to z szczerym uśmiechem. Meksykanie po prostu oczarowali nas swoją serdecznością. Nikt nie próbował nas oszukać czy naciągnąć, oczywiście negocjacje cenowe były wskazane ale na normalnym poziomie, nie wygląda to tak jak na Bali, gdzie zazwyczaj ostateczna cena była niższa, co najmniej o połowę od pierwszej zaoferowanej. Podróżowaliśmy głownie lokalnymi środkami transportu ale kilka razy też stopem. Ten pierwszy choć bezpieczny sam w sobie, bo pomimo, że często byliśmy jedynymi białymi pasażerami pośrodku 40 paru lokalsów, nigdy nie poczuliśmy się chociaż przez moment niekomfortowo, ma jedną wadę- kierowcę. Kierowcę, który jedzie zdecydowanie za szybko, wyprzedza przed zakrętami, nie zwalnia nawet gdy z nieba sączy się siarczysty deszcz, a drogi są kręte i pozbawione jakichkolwiek zabezpieczeń. Korzystaliśmy kilka razy ze względu na niższe ceny, czy polecamy? hmm,wyłącznie na własne ryzyko. 😉 Autostop – nie używaliśmy zbyt często ale za każdym razem kiedy próbowaliśmy nie czekaliśmy dłużej niż kilka minut, co więcej raz nawet kierowca zajęty rozmową przez telefon minął nas, po czym zawrócił tylko po to aby nas podwieźć i ugościć na swojej stacji benzynowej.

Gwatemala i Nikaragua – w przypadku tych krajów również nie zaskoczymy was żadną przykrą czy niebezpieczną historią, gdyż takie nie miały po prostu miejsca, w co moi rodzice nie mogą chyba uwierzyć do tej pory. Po odebraniu nas z lotniska, jak gdyby nigdy nic, stwierdzili, że teraz z racji że jesteśmy już w domu to możemy opowiedzieć o tych gorszych i mnie przyjemnych historiach, bo przecież musiały nam się takowe wydarzyć. A jednak, nie taki wilk straszny jak go malują, i nie taka niebezpieczna Ameryka Centralna jak o niej myślą. Ludzie również serdeczni i pomocni, aczkolwiek wrażenia odnośnie Meksykanów, którzy wręcz podawali nam swoje przysłowiowe  serce na dłoni, ciężko było przebić. Podczas podróży poznaliśmy też wiele wiele innych backpakerów z którymi wymienialiśmy wrażenia i nie spotkaliśmy ani jeden osoby która miała jakąkolwiek nieprzyjemną sytuację, bez względu na to czy były to pary czy samotne autostopowiczki. Wszyscy za to, zgodnie wręcz churkiem odpowiadali o pięknych krajobrazach, śmiesznych sytuacjach, ciekawych przygodach i przyjaznych ludziach. Także poza paskudnym zatruciem pokarmowym przywieźliśmy tylko i wyłącznie dobre wspomnienia.

Kolumbia– ten kraj wyjątkowo nie cieszy się dobrą sławą, całkiem w sumie bezpodstawnie. Mniej popularne miejsca, zamieszkane są przez biednych ludzi ale dobrych i uczciwych, a w rejonach gdzie powodzi się lepiej, ludzie utrzymują się w dużej mierze z turystyki i dlatego też  tam szczególnie dbają o bezpieczeństwo. Wiadomo, że są miejsca mniej bezpieczne jak podobno Popayan( podobno bo sami nie byliśmy) czy  inne rejony gdzie urzędują tak zwani guerillas ale o tych miejscach z reguły słychać nie wiele więc nie jest tak łatwo się tam dostać, a jeśli już słychać to takie rzeczy, że raczej sami z własnego wyboru nie chętnie będziemy chcieli takie miejsca odwiedzić. No chyba, że szukamy wrażeń ekstremalnych, to wtedy już bardziej na własne życzenie można się wpakować w tarapaty ale to tak trochę  jakby późną nocą snując się po Nowej Hucie zaczepiać przedstawicieli lokalnych mieszkańców i to na dodatek tych, w szeleszczących dresach. 😉  Kolumbijczycy to kolejny naród po Meksykanach który urzekł nas swoją gościnnością i serdecznością. A Medellin pierwszym dużym miastem, które na prawdę polubiliśmy. Mieszkańcy Medellin wciąż walczą z niechlubną światową sławą Pablo Escobara, starając się przykuć uwagę turystów innymi atrakcjami, których te miasto ma bez wątpienia wiele.

Nie twierdzimy, że można podróżować po tych krajach z dziecinną naiwnością i nic złego nie ma prawa nas spotkać ale z naszego 3 miesięcznego doświadczenia możemy powiedzieć, że ani razu nie spotkaliśmy się z niebezpieczna sytuacja, co więcej ani razu nie poczuliśmy się nawet niekomfortowo. Wpływ na to ma pewnie też sposób w jaki staramy się podróżować. Zawsze bez większej ilości gotówki, w portfelu tylko tyle co na bieżący dzień, w sekretnych saszetkach tyle ile potrzebujemy na kilka kolejnych dni, a na kilku kartach schowanych w różnych miejscach cała reszta. Do plecaka, swoja drogą specjalnie kupionego w czarnym kolorze, nie wpakowaliśmy nowiutkich jeszcze z metkami markowych ubrań, tylko zwykłe, proste t-shirty. Staraliśmy się nie wyciągać bez potrzeby naszych błyszczących nowością telefonów, chociaż zdecydowaliśmy się je zabrać ze sobą ze względu na duże ułatwienie w podróży, gdyby nie fakt, że chcieliśmy prowadzić bloga z drogi nie spakowalibyśmy również laptopa, którego używaliśmy tylko w hostelach. Nie ma po prostu potrzeby zwracać na siebie uwagi kolorowym plecakiem czy nowoczesnym sprzętem, zwłaszcza gdzieś w bardzo biednych rejonach, gdzie wartość twojej elektroniki może przewyższać majątek całej miejscowej rodziny. I tu nie chodzi wcale o to, że biedni to na pewną Cię okradną, bo często właśnie od tych co mają najmniej dostajemy najwięcej ale nie ma najmniejszego powodu aby obnosić się tym co mamy. A często wręcz przeciwnie, więcej niebezpieczeństwa może na nas czyhać w dużych miastach, gdzie biednie nie jest ale wszyscy są dla wszystkich anonimowi. Jedno jest pewne, dobrzy i źli ludzie są wszędzie, dlatego uważać na siebie trzeba zawsze.

Życzymy wszystkim i samym sobie tylko dobrych i pozytywnych ludzi na szlaku!:)

14bSA9c3wDyKdNRj591Q6UZRxtHON6cT5UvNLpoo4TE

leoEcsbjPtamHn4S_H5G5lekyb57ITRmbbYOIX4EVYA

5wn1DnJ_0SgjbrluZGXEV_G6TYOceAPm7pMfJkHq9rk,ovzCCcIeMkY-XOPSCGFnsUuEDEuM_qLZXiE1DC8O150

lqdUsgMkaIiHbHEaqVhfcTTAG9MXXCAeLKGkL7hc68w,LQKL82EGxjGuTsPG3Zn0fsYNBeuJb0I0UPCUenHQ1mE

IMG_2199

Asc43ZL7eKBCgRJRn2CLRwvuzgZhnRFqjgrOZuCPzc8

cM1o3644nLOPG_KSoodDys8vlziytaDKpT7Eta9M-O0

IN71ks3EQcDBgz2jYBNcG2ygqD0IZGYhPnX20OJdv0M

Comments ( 2 )
  1. Monika
    20 listopada 2015 at 17:54
    Reply

    GE-NIAL-NE!!! po prostu… Ja też chcę!!! 😀

    • pozytywnyskok
      pozytywnyskok
      22 listopada 2015 at 20:24
      Reply

      Zachęcamy jak najbardziej się tylko da!:)

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .