Być jak Masaj, być jak Barabaig – o życiu w dwóch ze 120 plemion w Tanzanii

Być jak Masaj, być jak Barabaig – o życiu w dwóch ze 120 plemion w Tanzanii

Zwykliśmy mówić, że wszystko jest w naszych rękach, że nasze życie zależy od nas ponieważ sami jesteśmy jego reżyserami. I tak właśnie jest, tu u nas w Europie, gdzie edukacja jest obowiązkowa a służba zdrowia bezpłatna. Niestety w niektórych miejscach na ziemi sprawy mają się nieco inaczej. Bo jeśli urodzisz się i wychowasz w jednym z afrykańskim plemion to prawdopodobnie nigdy nie pójdziesz do szkoły, nie wiele będziesz wiedział na temat tabliczki mnożenia,a to do ilu będziesz umiał liczyć będzie zależeć w dużej mierze od ilości krów, które będziesz wypasał dla swojej rodziny. Pewnie, że i u nas w Polsce są młodzi ludzie, których start w życie jest utrudniony, bo wychowali się w ogromnej biedzie czy w patologicznej rodzinie, gdzie brakło dobrego przykładu. Wciąż jednak przysługuje nam obowiązek edukacji, dzięki której w dużej mierze każdy z nas może zajść tak daleko jak tylko zechce.
Takie właśnie dygresje naszył nas podczas odwiedzin w wiosce Masajów oraz Barabaig.
Oba te plemiona żyją z hodowli krów i kóz i chociaż różnią się nieco od siebie, to życie w obuch wioskach wygląda podobnie. Żyją w niewielkich chatkach zrobionych z kawałków drewna, gałęzi i krowich odchodów, bez elektryczności i dostępu do bieżącej wody. O ile można powiedzieć, że Masaje posiadają co cokolwiek, tak Barabaig żyją ekstremalnie biednie. W przeciwieństwie do Masajów prowadzą albo zwykli prowadzić, bo teraz się to zmienia, koczowniczy tryb życia. Nie formują większych osad, a raczej wiele małych składających się głównie z 2-3 chatek, które zamieszkuje tylko najbliższa rodzina. Kilka chatek, ogrodzonych chrustem, mała zagroda dla 4 krów i 3 kóz, 2 ekstremalnie wychudzone psy to cały ich dobytek. W chatkach poza miejscem do spania wyścielonym krowią skórą, paleniskiem i paroma garnkami nie ma nic. Z naszego punktu widzenia brakuje tutaj wszystkiego, oni uważają, że mają wszystko co potrzeba. Narzekają jedynie na brak wody i mowa tutaj nie o bieżącej wodzie, a o takiej płynącej w rzece. Rzeki nie ma, więc po wodę trzeba iść ponad godzinne do najbliższej wioski. Całe szczęście pijają mleko a nie wodę, myć się często nie myją, a prać nie bardzo jest co to i bez rzeki da się jakoś żyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Masaje to jedno z najbardziej znanych plemion zamieszkujących północną cześć Tanzanii oraz południową część Kenii. W przeciwieństwie do Barabaig są dużo lepiej rozreklamowani, ich kolorowe stroje i biżuteria przyciągają wiele turystów, dlatego Ci którzy mieszkają przy popularnych parkach narodowych mają się całkiem dobrze. W wioskach gdzie turyści nie zaglądają, żyje się dużo biedniej. Tutaj tak samo jak wiosce Barabaig, mężczyźni zajmują się wypasem krów i kóz, kobiety opiekują się dziećmi oraz przygotowują posiłki. Dzieci pomagają przy codzienny obowiązkach oraz zajmują się licznym rodzeństwem. Część z nich ma to szczęście i uczęszcza do szkoły. Spora część jednak nigdy nie pozna życia poza wioską, nie znając i nie mając żadnego innego wyboru będzie kontynuować plemienne tradycje i zwyczaje takie jak poligamia oraz ceremonie obrzezania.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wioska Masajów

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zarówno Masajowie jak i Barabaig żyją w związkach poligamicznych. I tak o to rekordzista, słynny w okolicy dorobił się 35 żon oraz tak dużej gromadki dzieci, że aby je posłać do szkoły, utworzył własną. Posiadanie wielu żon jest tutaj na porządku dziennym, im więcej krów masz to tym więcej żon możesz sobie pozwolić. Krowy generalnie są tutaj walutą, wyznacznikiem bogactwa.Potencjalną, przyszłą żonę, za pozwoleniem jej rodziców możesz nabyć już za trzy krowy. Oczywiście kobiety z całej sytuacji nie są najbardziej zadowolone, po woli coś w tym schemacie się zmienia, jednak na żadne rewolucje się nie zapowiada. Sprawa wygląda podobnie w kwestii obrzezania, w obuch plemionach wciąż kultywuje się ten obrzęd zarówno wobec chłopców jak i dziewczynek. Rząd Tanzanii oficjalnie wydał zakaz wykonywania tego obrzędu wobec dziewczyn, nie oficjalnie nic się w tej kwestii nie zmieniło. Temat ten jest oczywiście niechętnie poruszany przez plemiona, gdyż zdają sobie oni sprawę, że jest to ogólnie potępiane, a od jakiegoś czasu też nielegalne. Oni sami uważają to za część ich kultury. Chłopiec, w momencie obrzezania staje się prawdziwym mężczyzną, starszyzna zaczyna się z nim witać jak z pełnoprawnym członkiem plemienia, a ona sam dostaje prawo posiadania własnych krów. Dziewczynki, muszą poddać się temu obrzędowi, aby przemienić się w prawdziwą kobietę i tym samym stać się atrakcyjną kandydatką na przyszłą żonę. Obrzezanie zatem kojarzone jest tutaj z dorosłością, warunkiem bycia pełnowartościowym i pełnoprawnym członkiem plemienia, dlatego też każdy chce się temu poddać.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiecie co jest najlepsze, że pomimo tego jak to wygląda to w tych wioskach nie czuć przygnębiającej atmosfery biedy i nędzy. Oni zdają się być całkiem zadowoleni ze swojego życia. To nam jest ich szkoda, to nam się wydaje, że brakuje tam wszystkiego, co do życia potrzebne, bo my wychowaliśmy się w całkiem innych realiach. W głowach się nam nie mieści, że w dwudziestym pierwszym wieku ludzie mogą żyć w takich warunkach. Z jednej strony to ich wybór, ich życie więc mają prawo kultywować swoją tradycje, mają prawo być szczęśliwi bez posiadania tego wszystkiego, czego my do szczęścia potrzebujemy. Z drugiej strony patrząc na te umorusane w obdartych ubrankach dzieciaki, trudno nie pomyśleć, że może powinny mieć w przyszłości prawo wyboru, możliwość zadecydowania za kilka lat czy chcą żyć takim życiem, czy może chciałby czegoś innego dla siebie. Brak edukacji takiej możliwości ich pozbawia, dorastają w zamkniętej strukturze plemiona, powielają to czego zostali nauczeni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Informacje praktyczne:

W północnej części Tanzanii wiosek Masajów jest wiele, część z nich wręcz powstała na potrzeby turystyki. Tuż przy najsłynniejszych parkach, będąc na safari, można za dodatkową opłatą zatrzymać się na godzinkę w jednej z takich wiosek, zobaczyć ludowy taniec, pstryknąć kilka fotek, kupić kolorową biżuterię i pojechać dalej.
Z autentycznością jednak nie ma to nic wspólnego. Warto troszkę się pomęczyć i postarać odwiedzić jakąś mniej skomercjalizowaną wioskę, gdzie owszem wciąż będzie się dla nich turystą i źródłem zarobku ale będzie można zobaczyć jak wygląda ich codzienne życie, a nie specjalnie przygotowanego przedstawienia.Jeśli ktoś szuka tego typu doświadczenia, to zdecydowanie warto udać się w okolice jeziora Natron, a tam w wiosce można pytać o Eliasa Simango.
Elias to młody Masaj, mąż i ojciec dwójki dzieci, który z chęcią zaprosi Cie do swojej rodzinnej wioski, opowie o zwyczajach tam panujących, oprowadzi po osadzie, pokaże jak wypasają krowy i kozy. Nie będzie wciskał kolorowych bransoletek, nie odtańczy też z całą rodzinną plemiennego tańca ale opowie Ci o swojej kulturze i życiu Masajów. Pozwoli rozbić namiot, spędzić dzień czy dwa w wiosce i przyglądnąć się temu co tam się dzieje. Koszt : 25$/os i na prawdę warto, bo jest to ciekawe doświadczenie, a dodatkowo masz świadomość, że cała kwota zostanie w wiosce, a nie u dorobionego już agenta wycieczek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Barabaig sprawa nie była taka łatwa, żyją oni jedynie w okolicach Katesh i z racji tego, że niewielu turystów tutaj zagląda, to wcale nie tak łatwo jest dogadać się po angielsku. W tym wypadku musieliśmy skorzystać z pomocy Kahembe’s Culture and wildlife safari, który od 24 lat zajmuje się organizacją między innymi wizyt w wioskach Barabaig. Co do samej organizacji to wszystko odbyło się bez zarzutów, przez dwa dni towarzyszył nam sympatyczny przewodnik, który okazał się niezbędny, gdyż bez niego nie bylibyśmy w stanie odnaleźć wioski ( godzina drogi pieszo z Katesh) ani porozumieć się z jej mieszkańcami. Koszt to 80$/os, czyli nie mało ale cena zawierała nocleg nie tylko w chatce ale też w hostelu w Katesh oraz pełne wyżywienie przez dwa dni. Innego rozwiązania w tym wypadku nie znaleźliśmy i pomimo, że byliśmy sceptycznie nastawieni musimy przyznać, że jest to doświadczenie warte polecenia, zwłaszcza, że i tym razem obyło się bez zbędnej szopki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .