Bangkok pierwsze zderzenie

Po niespełna pięciogodzinnym locie dotarliśmy do Bangkoku. Po doświadczeniach z taksówkarzem na Indonezyjskiej wyspie jesteśmy czujni i uważni, chcemy uniknąć „powtórki z rozrywki”. Udajemy się do taxi serwis, tym razem chcemy skorzystać z profesjonalnych usług przewozowych, jednak okazuje się, że za przewóz z lotniska do centrum liczą sobie aż 800 bathów, to zdecydowanie za dużo cena powinna oscylować między 15-20zł.Ruszamy dalej. Przy wyjściu cały sznur taksówek, wszystkie takie same, no cóż, ruszamy do pierwszej lepszej, pakujemy bagaże i prosimy o włączenie taxometru. My to jednak mamy wyjątkowe szczęście do panów z tej profesji. W połowie trasy, nasz miły kierowca, który nie wiele rozumie po angielsku ma spore problemy z dotarciem do naszego celu. Co tu dużo mówić, pan nie ma pojęcia gdzie jechać, pomimo, że do pokonania jest zaledwie 15 km. Z pomocą przychodzi mu nasz telefon z gpsem. Pomimo, że pan taksówkarz nie rozstaje się z nim do samego końca naszej trasy, udaje mu się raz zagubić ponownie. Koniec końców docieramy pod wskazany adres i płacimy zaledwie 14 zł. Jak ta cena ma się do tego co zaoferowano nam na lotnisku- nie mam pojęcia. Witamy w Bangkoku.

W umówionym miejscu czekamy na Samuela. Samuel to zawodowy couchsurfer. Wynajmuje malutkie mieszkanie nieopodal centrum miasta w którym przyjmuje nieraz nawet 10 podróżnych na raz! Jesteśmy mu wdzięczni za wszelkie wskazówki dotyczące Tajlandii oraz za miejsce do przenocowania, ale skrzynka z „dotacjami” to chyba nie to, o co chodzi w couchsurfingu. Jasne, jest, że do niczego nie zobowiązuje, i nie masz obowiązku płacić ale wiadomość w mailu oraz przypominający sms z możliwością „dołożenia się” do rachunku zabija idee tego fajnego ruchu. Nie mam, jeszcze wielkiego doświadczenia z couchsurfingiem, może jestem idealistą ale tworzenie pseudo hostelu według mnie rujnuje tą bezinteresowność na tym portalu. Zwłaszcza, że nie chodzi tu tylko o kanapę do spania ale też możliwość poznania nowych ciekawych ludzi, wymianie doświadczeń czy poglądów. Samuel takiej możliwości nie stwarza bo po prostu przy tak dużej liczbie gości nie jest to możliwe.Nie chce, abyście mnie źle zrozumieli. Jesteśmy na prawdę wdzięczni Samuelowi. Jest on bardzo miłym człowiekiem, który pomógł nam podczas pierwszego dnia pobytu w Bangkoku i niezmiernie to doceniamy.

Bangkok- miasto legenda. Wszyscy o nim słyszeliście, wielu już było, inni zapewne przybędą. Ogromna metropolia, zatłoczona, głośna i brudna. Dużo ludzi. Bardzo dużo ludzi. Wszechobecne tuk-tuki które chcą nas zabrać na ping-pong show i mnóstwo straganów z pysznym tajskim jedzeniem. O tak, już po pierwszym dniu pokochaliśmy stragany z tutejszym jedzeniem. Za 5-10zł jesz do syta przeróżne tajskie pyszności.Przez pierwszy dzień dajemy się po prostu ponieść temu miastu. Z mapą w ręku błądzimy po uliczkach, odwiedzamy świątynie i pałace, podziwiamy niebagatelnych rozmiarów posągi buddy i z ciekawością zaglądamy na uliczne markety. Bangkok wywołuje naprawdę mieszane uczucia, postanawiamy na razie zwiać z tego zatłoczonego miasta. Pewnie jeszcze przed wylotem z Tajlandii zmierzymy się z tym miejscem. Tym czasem łapiemy nocny pociąg do znacznie spokojniejszego Chiang Mai na północy kraju.Przed nami czternaście godzin w pociągu. Juuhuu!

DSCF6958

DSCF6934

DSCF6921

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .