Bali- ciąg dalszy

Opuszczamy mało turystyczny Denpasar i udajemy się na północ w głąb wyspy do miejscowości Ubud. Te dwie miejscowości to dwie różne twarze Bali, pierwsza to głównie lokalni mieszkańcy, a na każdym kroku stragany z przepysznymi azjatyckimi potrawami, druga zaś to oaza turystów. Przeważająca część ludzi na ulicy to turyści, a stragany zostały zamienione na piękne restauracje. Nie jest to miejsce, które nas interesuje ale jest świetną bazą wypadową do dalszych zakątków wyspy.

Kończymy w pośpiechu omlet przygotowany przez gospodarza, dopijamy ostatni łyk balijskiej kawy, łapiemy za kaski i ruszamy w stronę pól ryżowych, które znajdują się nieopodal. Jest wcześniej rano więc szaleńczy ruch uliczny jeszcze nie wystartował , dzięki czemu udaje nam się dostać na miejsce w niecały kwadrans. Widok, który zastajemy na miejscu, w pełni spełnia nasze oczekiwania. To jedna z tych rzeczy, które w Azji zobaczyć trzeba.

DSCF6479

DSCF6526

Rozochoceni takim widokiem wsiadamy na nasz skuter i ruszyliśmy w stronę jeziora Batur, leżącego u stóp wulkanu o tej samej nazwie. W drodze, nagle zrównuje się z nami uśmiechnięty Indonezyjczyk i wypytuję o naszą podróż. Podczas rozmowy, która przebiegała w tym samym czasie kiedy usiłowałem wyminąć inny skuter, nie dać się staranować ciężarówce i nie wpaść w kolejną dziurę dowiadujemy się, że ów miły pan pracuje na plantacji kawy i zaprasza nas aby zobaczyć produkcję kawy od kuchni. Dlaczego nie? Wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy, że jest to ich stały trik na wyłapywanie turystów.

Docieramy na plantację TebaSari. Zapewne, wielu z was słyszało o kawie, której ziarna najpierw zjada zwierze, później je wydala a następnie ludzie wygrzebują te ziarenka z kału aby je oczyścić, zaparzyć i delektować się wyśmienitym, niepowtarzalnym smakiem. Tak to nie jest mit. To jest prawda w najczystszej postaci (choć najczystsza to chyba nie najlepsze słowo:)). Tym zwierzątkiem jest luwak, który pośrednio produkuje najdroższą kawę na świecie. Torebka z której możemy zaparzyć 5 filiżanek kosztuje około 55zł co jak na tutejsze warunki jest sumą zawrotną. Mieliśmy okazję spróbować tego specjału i mimo, że nie jesteśmy smakoszami czarnej parzonej, ta była wyjątkowo dobra. Podsumowując, zdecydowanie nie żałujemy, że daliśmy się złapać jak podrzędni turyści.

DSCF6377

DSCF6379

Kiedy znajdujemy już tuż tuż od celu jakim jest jezioro Batur, zostajemy ostrzeżeni przez przypadkowo spotkanego chłopaka na motorze o policyjnej kontroli. Międzynarodowego prawa jazdy oczywiście nie nabyliśmy, więc widmo długiej negocjacji ze stróżami prawa wydaje się mało zachęcająca. Okazuje się, że chłopak który nas ostrzegł, pracuje w miejscowości do której zmierzamy i proponuje pomoc w ominięciu kontroli, wskazując  boczną trochę dziurawą dróżkę. Bez namysłu zgadzamy się. Lepiej objechać i dołożyć trochę kilometrów niż prosić o minimalną wysokość bezsensownej łapówki. Dróżka „trochę dziurawa” okazała się być „asfaltu nigdy tu nie było” z podjazdem którego nasz skuter udźwignąć nie mógł. Więc po niemałych perypetiach udaje dostać się nam do celu. Pogoda niestety nam nie dopisała więc widok na jezioro i wulkan był ograniczony przez mgłę, mimo to warto było, choć w tym przypadku droga okazała się ciekawsza niż sam cel.

Po całym dniu wrażeń wracamy do Ubud. Zmęczeni kładziemy się spać, jutro czeka nas kolejny intensywny dzień. Czas na zmierzenie się z balijską przyrodą i dawkę aktywności fizycznej, ale o tym następnym razem:)

Leave a reply
Captcha Click on image to update the captcha .